Plamka ślepa, zapomniana wieża i porażka w trzech aktach

W ostatnim czasokresie sporo się działo. Oprócz mojego małego sukcesu jakim było przebicie rankingu powyżej 1500 punktów GLICKO2, były też inne atrakcje. Kucie, tynkowanie, szlifowanie i malowanie ścian. I  nie jest to niestety żadna metafora szachowego rozwoju 😉 Zwyczajnie trzeba nam było nieco odświeżyć mieszkanie. Poza tym dopadła mnie ślepa plamka. Na (nie)szczęście tylko raz, ale skutki były opłakane. Bywa i tak…

Ale po kolei. Od początku września postępy na froncie robót domowych siłą rzeczy musiały przyspieszyć. Zaczęliśmy jeszcze w sierpniu i z różnych względów wszystko wydłużyło się niemiłosiernie jak guma w gaciach niesfornego gimnazjalisty. Naturalnie czas poświęcony na pracę i zmagania z remontem przełożył się na mniejszą ilość okazji do treningu i gry w szachy, a jednocześnie większe zmęczenie. W życiu szachisty amatora to zupełnie normalne, więc trzeba wiedzieć jak sobie z tym zaciągniętym ręcznym poradzić.

Trening szachowy w komunikacji miejskiej

W związku z powyższym, kierując się zaczynem zdrowego rozsądku (a ten w szachach jest niezbędny), ograniczyłem liczbę rozgrywanych partii rankingowych do zera. Czułem podskórnie, że zmęczenie na pewno mi nie ułatwi walki na wyższym poziomie – poza tym zwyczajnie obawiałem się, że grając automatycznie i bez namysłu mogę z tego „elitarnego” klubu 1500 szybko wypaść.

Postanowiłem, że czas który mam w trakcie podróży komunikacją miejską przeznaczę na szachową edukację, a dokładnie na lekturę. Wiadomo. Do autobusu najlepiej nadają się pozycje Aleksandra Kotowa, a już najbardziej „Myśl jak arcymistrz”(jeśli nie wyczułeś autoironii to powąchaj to zdanie jeszcze raz). Oczywiście, żeby nie stracić kontaktu z szachownicą rozwiązywałem cokolwiek w biegu zdania taktyczne, a wieczorami – jeśli został jakiś zapas czasoprzestrzeni – rozgrywałem partie towarzyskie z mocniejszymi graczami. Ku mojej uciesze efekty były całkiem zadowalające.

Wkrótce rzeczywistość miała jednak brutalnie zweryfikować moje dobre samopoczucie. I nie tylko, bo ranking również został poddany ewaluacji. Bywa i tak…

Aleksander Kotow radzi, czyli szczypta szachowej teorii

W swojej fantastycznej książce „Myśl jak arcymistrz” Aleksander Kotow przytacza na 63 stronie zapis partii przyszłego mistrza świata Aleksandra Alechina. W partii rozgrywanej w 1914 roku w Petersburgu, słynący z zamiłowania do brawurowego ataku, Alechin  przeprowadził zmyślną kombinację przeciwko grającemu czarnymi Josephowi Blackburnowi. Jakież było jego zdziwienie, gdy efektem wymiany ciosów była utrata jego gońca. Zapytany tuż po rozgrywce o ewidentne niedopatrzenie – cytując Kotowa – „odpowiedział, że zapomniał o tej figurze, tak jakby nie było jej na na szachownicy”.

And now, back to you Cindy! Znasz to? To uczucie, kiedy wykonujesz posunięcie i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dostrzegasz obszary szachownicy, które sekundę wcześniej w ogóle dla Ciebie nie istniały. Ten moment kiedy skupiasz uwagę na pięknym obrazie na ścianie w muzeum, a nie dostrzegasz fatalnego grzyba trawiącego ścianę dwa centymetry od zdobionej ramy? Gdy idąc na randkę z piękną dziewczyną, zapatrzony w nią nie dostrzegasz plączącego się u jej boku terriera, którego za jakiś czas będziesz musiał wyprowadzać na spacery o 6 rano, w deszczu lub trzaskającym mrozie? Tak, za ten fatalny błąd w postrzeganiu odpowiada efekt, tzw. plamki ślepej.

Plamka ślepa – definicja

Mówiąc językiem laika, to obszar w oku, który jest pozbawiony fotoreceptorów. Właśnie dlatego obiekt znajdujący się w obszarze plamki ślepej jest dla Ciebie niewidoczny. Skupiasz się na jednym obszarze i nie dostrzegasz tego co obok. Ponieważ plamki nie pokrywają się, drugie oko powinno pokrywać ten niedobór przekazując dane o otoczeniu do mózgu. W sytuacjach gdy jest to niemożliwe – np. jedno oko jest przesłonięte,  Twój mózg wykonuje sprytną operację – sam tworzy obraz, którego się spodziewa. Jest to bardzo sprytny zabieg, który ułatwia nam życie, ale bywa też obarczony błędami. Bywa i tak…

Plamka ślepa w szachach – mój koszmarny przykład

Tyle teorii, czas na praktykę. W mojej opinii teoria o plamce ślepej wiele tłumaczy, ale czy może tłumaczyć szachową katastrofę? Tak i nie! Bo o ile faktycznie możesz nie dostrzegać przedmiotów na peryferiach obrazów, to jednak jako szachista masz obowiązek uważnego analizowania pozycji.

Za każdym razem gdy planujesz posunięcie powinieneś ocenić pozycję na podstawie 4 kluczowych czynników pozycyjnych:

  • otwarte linie i przekątne,
  • struktury pionów i słabe pola,
  • pozycja figur i bezpieczeństwo króla,
  • kontrola centrum i przestrzeni.

Następnie powinieneś wybrać najlepsze ruchy kandydaty oraz przeprowadzić rzetelną analizę (w przypadku gry opartej na taktyce). Na koniec możesz jeszcze wykonać też test patałacha, zwany regułą Blumenfelda (także opisane w książce Kotowa). Sama jej idea sprowadza się do sprawdzenia czy po wykonanym posunięciu nie grozi Ci mat lub utrata ważnej figury. Tylko tyle i aż tyle, bo wymaga pewnej dyscypliny umysłowej.

Wieża bez obrony musi przepaść

Obiecałem przykład więc do rzeczy. Poniżej zobaczycie przełomowy mojej partii z nieco niżej notowanym graczem. Do tego momentu, a dokładniej mojego wcześniejszego posunięcia czarnym pionem na e5, miałem przewagę pozycyjną. Nieznaczną, ale jednak przewagę. Chwila zaćmienia, a w zasadzie gry na autopilocie i moja wieża na a1 została zupełnie bez obrony. Białe wyszyły hetmanem na f3 i moją uwagę całkowicie przykuł atak na pola f6 i f7.

Dlaczego? Nie mam pojęcia. W głowie miałem tylko przekaz uważaj na słabe pole co w tej sytuacji zupełnie nie miało racji bytu, bo na f6 stal mój skoczek i odcinał f7. Zupełnie nie widziałem mojej wieży na a8, byłem przekonany, że nic tam się nie wydarzy, jakby ta przekątna była zatkana jak autostrada na Gdańsk w majowy weekend. Otóż nie była, ślepa plamka i brak uważności zrobiły robotę. Po ruchu moim gońcem na e6 doszło do brutalnego ataku czarnego hetmana na niestrzeżoną wieżę. Reszta partii to agonia, choć po błędach przeciwnika mogłem jeszcze wyszarpać remis. W niedoczasie jednak popełniłem kolejny błąd i po zawodach.

Podsumowanie i wnioski

Czy przegrałem przez plamkę ślepą? Może w 5 procentach, bo faktycznie w ogóle nie widziałem wiszącej (niebronionej) wieży. Ale prawdziwy powód był zupełnie inny. To była moja czwarta partia rankingowa tego dnia. Grałem zmęczony, ale przede wszystkim niecierpliwy i chciwy. Dwie wcześniejsze partie przegrałem, trzecią zremisowałem w 99 procentowo wygranej pozycji. Dramat w trzech odsłonach.

Co zawiodło? Zabrakło wewnętrznej dyscypliny, trzeźwości oceny, a w korkociąg porażek wpędził mnie niezdrowy apetyt na szybkie i łatwe zwycięstwa. SHAME! Nie grajcie tak w szachy, bo czeka Was tak fajna niespodzianka jak sweterek w renifery pod choinkę (choć podobno niektórzy twierdzą, że teraz to modne)…

Reasumując – dostałem za swoje i przeciwnik wygrał w pełni zasłużenie. Wracam do treningów, ale na początek dałem sobie kilka dni przerwy od gry w szachy. Muszę znowu poczuć ten głód. A gdy już się pojawi, moja armia znowu stanie na otwartym polu, gotowa na kolejną epicką potyczkę!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s