Jak przegrać wygraną pozycję?

Myślisz, że to niemożliwe? A jednak, szachy są jak żona – w pewnych sytuacjach zupełnie nieprzewidywalne 😉 Zanim jednak dojdzie do przykrej niespodzianki, wiedz, że musisz zgrzeszyć. Jak? To wyjątkowo proste. Wystarczy być niedbałym, leniwym  lub chciwym…

Istnieje kilka – rzekłbym klasycznych – sposobów na położenie wygranej partii. Już był w ogródku, już witał się z gąską i nagle niespodzianka – zamiast szampana jest rwanie włosów z głowy i analiza co poszło nie tak.  Znasz to?

Dwa najczęstsze grzechy szachistów prowadzące do porażki

Wróćmy jednak na szachownicę. Rozpoczynasz partię, znasz dobrze debiut, od początku wszystko idzie z zupełnie fantastycznie. Twoja armia mocno stoi, osiągasz przewagę w materiale i już czujesz posmak zwycięstwa. W zależności jak przebiega partia, możesz zakończyć ją ładnym uderzeniem taktycznym lub spokojnie zrealizować przewagę w końcówce. Marzysz o zwycięstwie i nagle popełniasz błąd, który wywraca wynik partii do góry nogami.

Co zadecydowało. Najczęściej powody mogą być dwa:

  • Niedbalstwo – podświadomie czujesz, że partia należy do Ciebie. Masz dobrą pozycję, przeciwnik gra defensywnie. Wiesz, że to jest twój czas, tracisz czujność. Kolejne ruchy zaczynasz wykonywać niemal automatycznie – skoro do tej pory grałeś solidnie, to co mogło się zmienić na przestrzeni kilu posunięć. Zapominasz o bieżącej ocenie pozycji, zaczynasz niepotrzebnie ryzykować i nagle… jest już za późno. Okazuje się, że zamknięta wcześniej linia jest otwarta i Twój król jest atakowany, przegapiłeś ruch gońca, który broniony inną figurą związał Twojego hetmana (i za chwile będziesz musiał go pożegnać) lub zwyczajnie nie doceniłeś siły samotnego przechodniego piona przeciwnej armii.
  • Lenistwo – masz przewagę, ale popadasz w nerwicę natręctw – każdy następny ruch musi być niemal idealny, bo nie chcesz utracić przewagi lub boisz się, że właśnie trafiasz w jakąś niecną pułapkę. Analizujesz ruchy kandydaty po trzy razy (Aleksander Kotow mógłby Ci powiedzieć kilka cierpkich słów o takim zachowaniu), rozważasz niezliczone ilości drzew wariantów, walczysz z cieniem. Wszystko ładnie, nadal masz przewagę, może nawet ją powiększyłeś, ale do domu wracasz na tarczy, bo pokonał Cię czas. W wersji mniej humanitarnej popadasz w niedoczas, popełniasz gruby błąd (tzw. blunder), a potem obserwujesz z boku (bo wcześniej ze złości wyszedłeś z siebie) jak Twój przeciwnik karci Twój brak umiejętności zarządzania czasem.  Przykre, ale zdarza się i tak.

Chciwość nie jest dobra!

Na drodze moich amatorskich studiów nad szachami odkryłem jeszcze jeden sposób na głupią porażkę. Bohater Wallstreet, legendarny Gordon Gekko mawiał, że „Chciwość jest dobra”. Nie jest! Chciwość doprowadziła do wielu globalnych kryzysów finansowych – Czarny Czwartek, bańka dot-com’ów, kredyty subprime wspominając tylko te najbardziej spektakularne. Co raczej oczywiste chciwość doprowadzi Cię też do kilku upokorzeń w trakcie gry w szachy. Ale jak?

Szczególna sytuacja dotyczy szachów online, gdzie możesz przeciwnikowi dodać czas pozostały do zakończenia partii. To coś jak kot, który męczy mysz zanim postanowi ją skonsumować. Czujesz, że masz inicjatywę, ale nie satysfakcjonuje Cię zwycięstwo poprzez prozaiczne przekroczenie limitu czasowego. To takie… hmm. mało spektakularne. Tutaja trzeba matować, efektownie, najlepiej jeszcze anihilując całą armię przeciwnego koloru. Rzecz jasna, takie zwycięstwa budują Twoje morale, jest fejm, sława pędzi w szachowy eter 😉 Ot, chciwość w najczystszej szachowej odmianie.

Ponieważ wpis ma charakter ostrzegawczy, więc trzeba go podeprzeć przykładem. W kwestii dodawania czasu praktycznie pokonanemu rywalowi, jest zdeklarowanym przeciwnikiem. Po pierwsze dlatego, że kopanie leżącego moja się z jakimkolwiek celem edukacyjnym; po drugi dlatego, że może się zdarzyć to co poniżej 🙂

Po kliknięciu na szachownicę zostaniesz przeniesiony do zapisu partii.

W skrócie:

  • w 8 posunięciu poświęciłem materiał w nadziei na otwarcie przestrzeni do ataku na obóz króla – mocno przelicytowałem
  • przy 33 posunięciu jestem na zupełnie straconej pozycji – przewaga rywala to ponad 8 punktów, jestem w niedoczasie, bo zostało mi zaledwie 67 sekund na zegarze (dla kontrastu oponent miał ponad 10 minut)
  • w tym momencie rozważałem poddanie partii, ale na naszym amatorskim poziomie cuda się zdarzają, więc postanowiłem jeszcze nieco poczekać
  • przy 33 posunięciu mój rywal postanowił dodać do mojego zegara aż 2 minuty i 12 sekund – i tutaj popełnił grzech chciwości – zależało mu na zmatowaniu mojego króla
  • ponieważ białe czuły pewną wygraną zaczęły grać nieuważnie – w 35 posunięciu dwa skoczki dostały się w atak widłowy – jeden z nich musiał przepaść
  • czarne tracą rezon, po chwili popełniają kolejną pomyłkę (gramy egalitarnie – również się mylę, ale mam więcej szczęścia w ostatecznym rozrachunku)
  • w 44 posunięciu jest już po wszystkim… czarne w cudowny sposób wróciły zza grobu, cud urzeczywistniony i za to kochamy szachy na amatorskim poziomie!

Można się pośmiać czytając powyższy opis, ale jeśli jesteś po przegranej stronie, to refleksja będzie zgoła odmienna. W zasadzie każdy szachista ma swoim repertuarze partię, o której chciałby jak najszybciej zapomnieć. Zanim dodasz więc komuś czasu do zegara meczowego, zastanów się dwa razy czy warto. Ostatecznie, zwycięstwo to zwycięstwo 🙂

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s