Szachy online vs. siła woli

Sporo wody upłynęło w Wiśle do momentu kiedy odkryłem znaczenie siły woli w grze w szachy online. I wcale nie mam na myśli tego, że do telepatycznie łamię opór przeciwnika lub telekinezą przesuwam bierki po wirtualnej szachownicy. To coś innego – pragnienie rozegrania jeszcze jednej partii. Tej ostatniej, zwycięskiej, na dobry koniec sesji przy szachownicy. Wiem, brzmi to jak wyznanie gościa, który jest stałym bywalcem kasyn, ale coś jest na rzeczy. Szachy, jak każda zresztą gra, powoduje gwałtowne skoki adrenaliny. Bardzo przyjemne i wciągające.

Zamiast słowa „wciągające” mogłem oczywiście użyć „uzależniające” i wcale nie rozminąłbym się z prawdą. Nasz mózg, warunkowany pierwotnymi instynktami, lgnie do tego co przyjemne, co poprawia nastrój, co zapewnia przetrwanie. Adrenalina uzależnia. Grałem kiedyś w futbol amerykański i znam ten niesamowity przypływ emocji, na granicy strachu i ekscytacji. Ale co tam futbol. Jeśli widziałeś, np. takim film jak Hurt Locker (W pułapce wojny) to rozumiesz o czym mówię. Główny bohater nie potrafi ułożyć sobie życia w normalnym świecie. Jego naturalnym środowiskiem jest strefa wojenna gdzie śmierć czai się na każdym kroku. A że jest saperem to okazji do ekspresowego transferu na drugą stronę lustra mu nie brakuje. Podobna historia żołnierskiego uzależnienia od emocji została opisana w książce „Szczury tunelowe” o podziemnej wersji wojny wietnamskiej (w „Plutonie” Olivera Stone’a też jest taki motyw). Bardzo dobre czytanie, polecam każdemu.

Siła woli – oszczędź sobie szachowego horroru

Zaraz przeczytasz kilka ciekawostek o tym jak działa ludzki mózg. Od razu nadmieniam, że to nie są moje wymysły tylko sprawy, które szczegółowo badali i opisywali naukowcy na całym świecie – zazwyczaj amerykańscy z takich uczelni jak Stanford, Yale, LSU, UNY i wiele innych. Całość znajdziesz w doskonałej książce „Siła woli. Wykorzystaj samokontrolę i osiągaj więcej!” autorstwa Kelly McGonigal. Tak, wiem brzmi jak dziełko nawiedzonego kaznodziei z Teksasu, ale Kelly prowadzi zajęcia w Stanford. A to już grubsza sprawa, bo nie każdemu taki zaszczyt przypada w udziale.

No więc co z tą siłą woli przy szachownicy pytacie. Odpowiadam. W zasadzie przejawia się cały czas. Jesteś zmęczony, ale mimo wszytko chcesz zagrać? Poległeś trzy razy z rzędu, ale nadal pałasz rządzą rewanżu i odpalasz kolejny mecz? Po 10 godzinach pracy szumi Ci w głowie, a Ty chcesz szybkiego triumfu więc urządzasz szachowe pandemonium wbrew logice i zasadom sztuki szachowej. Zawsze tak mam, że przy dużym zmęczeniu nie param się grą manewrową tylko od razu przechodzę do walki wręcz. Co więcej często nie jestem w stanie się skupić i w ogóle oceniać pozycji. Ruchy wykonuję niemal automatycznie, liczy się sama przyjemność z gry. Podświadomie węszę cud, że ktoś po drugiej stronie popadnie w ten sam obłęd. A jeśli tak to jest szansa, że wyjdę z tej szarpaniny zwycięsko.

Wspólny mianownik powyższych zdarzeń to oczywiści awaria w systemie sterowania silną wolą. Nie potrafisz sobie odmówić i szukasz tego co daje Ci szybką przyjemność. Chcesz mieć dobrze tu i teraz, a Twój mózg lubi to uczucie jakiego doznajesz po szachowym sukcesie. Twój mózg pragnie dodatkowej dawki przyjemności. Neurony dopaminergiczne pracują pełną para. System nagrody wysyła komunikat – no dalej, zagraj jeszcze partyjkę, nagroda jest na wyciągnięcie ręki. Ulegasz, a potem najczęściej przegrywasz, często w żenującym stylu.

Wiem, co mówię, byłem tam nie raz 🙂

Dobre nawyki – oszczędź sobie szachowego horroru

Jeśli wszystko jest w porządku, tzn. nie jesteś zmęczony, rozproszony, w stresie, pod wpływem używek lub lekarstw, głodny lub na diecie (to nie żart), etc. to ta rozsądna część twojego mózgu skłoni Cię do refleksji. Twój metaforyczny mięsień siły woli działa wyjątkowo sprawnie, wiesz na ile możesz sobie pozwolić i co ważne, wiesz kiedy przestać szachować.

Przez pryzmat własnych przygód szachisty-amatora oraz analizując profile innych szachistów internetowych, wiem, że czasem gra mocno wciąga i trudno jest przestać. Chcesz więcej, tyle, że jak już skończysz to nie możesz zasnąć albo jak już zaśniesz to śni Ci się, że jesteś skoczkiem <freak>. Raz na spotkaniu firmowym liczyłem krzesła w sali konferencyjnej i zastanawiałem się jak po tych krzesłach może poruszać się właśnie skoczek oraz czy mógłby zbić z pola walki szefa innego działu. Stare dzieje 😉

Tymczasem my po prostu uwielbiamy buzującą adrenalinę, bo szachy jak mawiał mistrz Lasker to walka. Tak na marginesie, mam świadomość, że dla ludzi, którzy sceptycznie podchodzą do królewskiej gry – mówienie o walce to mała niestosowność. Dla nich nawet to co robi niejaki Popek w MMA można nazwać walką, ale szachy? A tu niespodzianka, właśnie, że tak. Szachy to także forma zmagań totalnych w najczystszej postaci – analiza, strategia, egzekucja. Czysta poezja.

Jeśli zatem masz kłopot z powiedzeniem nie, gdy dopamina mówi tak, zastosuj prosty trik. Nawyk. Dobry nawyk, albo nawet lepiej – stwórz pętlę nawyku. I znowu – to nie moje wymysły tylko naukowców (tych amerykańskich i niemieckich rzecz jasna). Jeśli grasz partię to, np. tylko jedną. Jeśli jesteś zmęczony, nie siadasz do szachownicy – mówienie sobie, jest dobrze, dam radę to zwykłe myślenie życzeniowe.

Mózgu nie oszukasz. Na przykład w stresie zmienia się twój rytm zatokowy, wzrasta ciśnienie krwi, pojawia się adrenalina, przyspiesza oddech. I tu niespodzianka – Twoja kora przedczołowa odpowiedzialna za myślenie krytyczne i refleksyjne zostaje stłumiona, zaczynasz działać instynktownie. W takim stanie raczej nie licz na chłodna i precyzyjną analizę pozycji szachowej. Twój mózg ryczy niczym opętana bestia – no dalej, ruszaj te bierki maminsyku/mamincórko! Czas na łowy i festiwal instynktów.

Życzę powodzenia, bo jak wygrać bitwę gdy sztabem zarządza dzikus, sawant, człowiek niemal pierwotny?

Co dalej?

Na początek przyjrzyj się sobie. Czy zdarza Ci się ulegać pokusom „jeszcze jednej i ostatniej partyjki” lub może w grze działasz na autopilocie? Czy twoja siła woli często jest wystawiana na próbę, jeśli tak to w jakich okolicznościach. Jeśli odpowiedz jest twierdząca to być może niektórych porażek mógłbyś uniknąć. Ostatecznie poziom gry zależy od sprawności naszego intelektu i zdolności do trafnego i wyważonego przewidywania zdarzeń.

Poza tym objawia się jeszcze jeden aspekt gry w szachy – czy faktycznie duża ilość partii i zwycięstw jest najważniejsza? Czy może dla nas, amatorów z krwi i kości, sam fakt jednej batalii dziennie, ale za to solidnie rozegranej, powinien mieć większe znaczenie. Grając dłużej i z większym namysłem możesz czerpać większą radość, ale jednocześnie rozwijać zrozumienie królewskiej gry.

Nie odpowiadam na to pytanie, bo zaczyna to wszytko pachnieć stetryczałym moralizatorstwem. Każdy z Was sam może to sobie rozstrzygnąć i dać mi znać w komentarzu. Na pewno objawi się wiele różnych puntów widzenia, a to samo w sobie już jest wartościowe.

Zapraszam do dyskusji!

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s