Najważniejsza partia szachów rozpoczęta!

Jest 3 nad ranem, zmieniam pieluchę, a Maleńka zaczyna się niecierpliwić. Nocna pora karmienia, a nasza pociecha wykazuje się precyzją godną najtrudniejszych kombinacji szachowych. Zbyt długie pobyty na przewijaku odbiera jako stratę czasu, którą komunikuje nam głośno i dobitnie. Od niedawna właśnie tak wygląda moja i szanownej Małżonki najważniejsza w życiu partia szachów 🙂

Różne rzeczy mówili. Dziecko wszystko zmienia. Nic nie będzie takie jak wcześniej. Trafisz na zupełnie nową planetę, zwaną Rodzicielstwem i będziesz musiał podjąć wyzwanie jej kolonizacji. A w zasadzie przystosowania się do warunków tam panujących. Wiele rzeczy mówili, ale nic nie zbliżyło się nawet odrobinę do tego wszystkiego czego doświadczamy w ostatnim czasie.

Jest bardzo intensywnie, głównie w sferze emocji. Nieprzespane noce to tylko dodatek, o którym mówi się najczęściej – taki marketingowy wyróżnik, który sprawia, że ludzie zaczynają Cię słuchać. Może dlatego, że zmęczenie to najprostszy sposób na wywołanie empatii. Nikt przecież nie podzieli Twojego entuzjazmu związanego z odbijaniem po karmieniu noworodka, albo wzrostem wagi o 200 gramów na pierwszym badaniu kontrolnym.  Ostatecznie pierwszy tydzień działasz na takiej adrenalinie, że zmęczenie schodzi na drugi plan. Czujesz się szczęśliwy i jednocześnie zestresowany, paradoks Schrodingera.

Tata gra w szachy – odrobina statystki  

W ostatnim czasie udało mi się rozegrać kilka partii (tekst był pisany miesiąc temu, więc liczby się już pozmieniały). Dokładnie naliczyłem ich 12  w formacie klasyczne i szybkie oraz jedna blitzowa. Jak mi poszło? Zapewne domyślasz się, że mój rekord nie jest nadmiernie spektakularny. Jednak tłumaczenie wszystkiego wzrastającą entropią i zmęczeniem nie jest żadnym rozsądnym podejściem do zagadnienia. W tych wolnych chwilach grało mi się całkiem dobrze, a ujemny bilans znajduje przyczynę przede wszystkim w trzech czynnikach:

  • dobieraniu mocniejszych przeciwników – aktualnie mam GLICKO 2 na poziomie 1503 punkty, ale potyczkuję się z graczami w przedziale 1600-1700, z naciskiem na ten drugi próg. Cudów nie ma, ale na pewno jest postęp i to mnie cieszy. Zamierzam kontynuować taką selekcję oponentów, bo żeby było lepiej, najpierw musi być trudniej 😉
  • graniu zbyt wielu partii na raz (nawet do trzech) – zasada potwierdzona praktyką, czyli im więcej gier tym koncentracja bardziej spada, pojawiają się błędy w kalkulacji, ale przed wszystkim niecierpliwość. Ta ostatnio skutkuje brakiem planu gry lub jego fatalnym doborem. Każda z tych opcji skutecznie sypie garściami piach lub nawet żwir w tryby mojej machiny wojennej
  • niespodziewanej konieczności podjęcia akcji zmiany pieluchy – to nie żart, to samo życie! Przecież nie powiem Maleńkiej, żeby poczekała, skoro płaczem sygnalizuje mi, że sytuacja dojrzała do natychmiastowej finalizacji. Dokładnie trzy partie poddałem przez ten właśnie niespodziewany obrót sytuacji (w zasadzie teraz to już jest wręcz oczekiwana okoliczność gdy siadam do szachów online). Nie mówię, że były to partie wygrane, ale na pewno mogłem spokojnie powalczyć o dobry rezultat.

Blog szachowy, czyli co dalej?

Jedne zmiany generują inne. O ile po pierwszych dwóch tygodniach miałem nadzieję, że regularność wpisów na tym blogu szachowym uda się zachować, teraz nie mam już złudzeń. Ten tekst czekał ponad miesiąc na dokończenie, a następnych nie widać na horyzoncie. Oczywiście mam kilka pomysłów, np. szkic o książce Maxa Euwe nt. gry pozycyjnej, zasady wyboru najlepszego posunięcia, dobry skoczek vs. zły goniec, itp., ale z realizacją będę musiał poczekać.

Albo nie 🙂

W zanadrzu mam jeszcze inny fortel – rozważam co następuje:

  • skrócenie wpisów do absolutnego minimum – takie pigułki z esencją, zaczynem wiedzy, który czytelnika ma zainspirować do własnego zgłębienia tematu. W sumie, nie jestem trenerem szachowym, więc i tak nie będę w stanie niczego przekazać ponad to co wyczytam w książkach lub ewentualnie zmajstruję we własnych partiach szachowych
  • zmianę profilu wpisów na bardziej felietonowo-lifestylowe (wiem, dziwne słowotwórstwo), zamiast instruktażowo-teoretycznych. Takie pisarstwo jest i prostsze, a przede wszystkim przyjemniejsze. Zapis strumienia świadomości przychodzi łatwiej i pozwala też na skanalizowanie emocji i przemyśleń, które nawarstwiają się każdego dnia. I jeśli dobrze się do tego zabrać, to czytelnik to może mieć z tego coś dla siebie.

Co z tego wszystkiego się objawi, czas pokaże. Przedwczoraj rozegrałem fajną partię z mocniejszym przeciwnikiem. Szybko przeszliśmy z gry pozycyjnej do taktycznej sieczki. Wygrałem i mam nadzieję, że  to dobry prognostyk na szachowy rok 2018.

Oczywiście tego samego również Wam życzę 🙂

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s