Szachista biega, czyli start w Biegu na Piątkę 2019

Szachista biega, czyli 5 kilometrów walki z własnymi słabościami, leniem i pokusą, żeby się nie przemęczyć. Tegoroczny Bieg na Piątkę był już moim czwartym startem w tej imprezie. Startem wyjątkowym i dziwnym – sukcesem i porażką. Wiem, bez sensu stwarzam problemy, ale tutaj nic nie jest proste i oczywiste 😉

Szachy i bieganie! Gra w szachy jest przyjemna. Bieganie – w rozsądnych dawkach – jest zdrowe. Jeśli biegasz nieco więcej, to szybko odkrywasz, że w dniu startu wszystko będzie zależeć od twojej głowy. Bo jakby dziwnie to nie brzmiało, to biegamy głównie głową. Gdy zmęczenie narasta to uwierz mi, pokusa, żeby zwolnić jest przemożna. Przecież nie muszę się tak męczyć, nikt się nie dowie, że odpuszczam, bo zabrakło mi silnej woli. Każdy ma jakieś wytłumaczenie.

Bieg na Piątkę 2019 – strach przed porażką

Za każdym razem, gdy staję na starcie boję się porażki. Ale nie takiej dosłownej, że będę poza podium. To nie ten poziom, bo najczęściej celuję, żeby być w pierwszej połowie startujących. Tutaj każdorazowo batalia toczy się między mną i moimi ograniczeniami. W bieganiu rywalizuję z własnym aktualnym rekordem życiowym. Wynik w ogólnej klasyfikacji oczywiście też ma znaczenie, im wyżej tym większa satysfakcja.

Najbardziej stresuje mnie jednak fakt, że mógłbym odpuścić w szczytowym momencie wysiłku. Zawsze na trasie szybkiego biegu mam taki moment, że już nie mogę. Głowa jest bliska eksplozji, płucom grozi kolaps, mózg podpowiada, żeby spasować. Ale zwolnić nie można, a na pewno nie można zrobić tego w wyniku mentalnej kapitulacji.

W każdym biegu przychodzi taki moment. Czas próby, test charakteru, potencjalny tryumf woli.

KLIKNIJ I POLUB NASZ FANPAGE NA FACEBOOKU!
KLIKNIJ I POLUB NASZ FANPAGE NA FACEBOOKU!

Szachista biega i co z tego?

Niestety nie zawsze wygrywam ze sobą. Zeszłoroczny Bieg Powstania Warszawskiego. Dystans 10 km, warunki obiektywnie trudne, zwłaszcza dla amatora. Z drugiej strony to jednak wymówka. Przybiegłem minutę gorzej od życiówki, czyli sporo gorzej. Mam poczucie, że chyba było w tym biegu za dużo asekuracji. Nie docisnąłem mentalnego gazu do dechy, nie sprawdziłem co by było gdyby…

W ostatnim Biegu na Piątkę miałem wrażenie, że wycisnąłem z siebie maksa, poprawiłem życiówkę o 36 sekund. Teraz jak o tym myślę, czuję, że mogłem mocniej dołożyć do pieca. Jak w Krakowie w 2015 i TG w 2018, gdzie żarłem asfalt, wyplułem płuca i przez 5 minut dochodziłem do siebie siedząc na krawężniku. Albo mój niedawny test Coopera, gdzie ostatnie 300 metrów pomknąłem jak polska sztafeta sprinterów na halowych mistrzostwach świata w Birmingham – zobacz to poniżej, bo dodaje skrzydeł 🙂

Zapisz to sobie 😉

Pamiętaj, wszystko jest w Twojej głowie. Nie ważne czy mówisz o szachach, bieganiu, realizacji marzeń czy wyzwaniach zawodowych. Jasne, trzeba zachować odrobinę zdrowego rozsądku, ale z drugiej strony trzeba też dać sobie szansę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s