Mój pierwszy turniej szachowy i od razu trauma

W listopadzie coś zadziało się dziwnego w mojej sieci neuronowej i skończyłem z rejestracją na turniej szachowy dla zawodników bez kategorii oraz V kategorią. Nie wiem co mnie pokusiło, ale moje nazwisko znalazło się na liście startowej i nie było już od tego moralnego odwrotu. Później było już tylko gorzej, a kulminacją tego domu wariatów był sam turniej, po którym zostanie mi chyba jakaś trauma. Zainteresowanych odsyłam także do tekstu Radka Sroki o tym jak się przygotować na swój pierwszy turniej szachowy. Warto wiedzieć z czym się człowiek będzie mierzyć.

Najpierw jest euforia, że w końcu sprawdzisz się w prawdziwych warunkach bojowych. Wiadomo, adrenalina skacze, zaczynasz planowanie przygotowań, masz pierwsze pomysły na debiuty szachowe, które wykorzystasz. Później uświadamiasz sobie, że jest także sporo wyzwań formalnych i trzeba płynnie opanować kilka zasad, które w szachach internetowych są stosowane przez silniki automatycznie. Takie kwestie, których masz świadomość, ale często wykonujesz je automatycznie bez szczególnej znajomości reguł nimi rządzących. Dokładnie mam na myśli:

  • zapis przebiegu partii szachowej – notacja pełna i skrócona – wkuwałem dzień przed turniejem. To zdecydowanie za mało (przynajmniej dla mnie), żeby nabrać wprawy, więc zachęcam, żeby zacząć wcześniej
  • kiedy dokładnie można wykonać bicie w przelocie – na poziomie początkujących szachistów zdarza się rzadko, a w kluczowym momencie może decydować o wyniku partii
  • zasady wykonywania roszady – niby oczywiste, że krótka i długa, król o dwa pola, etc., ale nie widziałem, że jeśli atakowana jest roszująca wieża, a nie pola po których przemieszcza się król,  to roszada jest dopuszczalna
  • wprawa w przemieszczaniu skoczka – często aplikacje szachowe podpowiadają dostępne pola – okazało się, że na żywo to był najmniejszy problem
  • zauważanie kiedy przeciwnik Cię szachuje – to bardziej kwestia świadomości i uważności; w partii na żywo przeciwnik nie ma obowiązku informowania Cię o tym szczególe 😉 przeoczenie jest traktowane jako nieznajomość zasad, a takowa  może zakończyć się porażką (o szczegółach pisał Radek w tekście, który linkowałem na początku tekstu)

Dobra, bez przynudzania przechodzę do rzeczy. Wiem, że interesuje Was ta trauma, więc poniżej lista wskazówek z czym się zderzyłem, co mnie rozbawiło, a co niemal wpędziło do grobu. Mam nadzieję, że coś Wam się z tego przyda i wasze pierwsze turnieje będą fajną przygodą. Bo o to przecież w amatorskich szachach chodzi (tak, wiem, o wygrywanie też… bla, bla, bla my ass).

Pierwszy turniej szachowy – moja lista 10 wskazówek

Nie podaję punktu o stworzeniu planu przygotowań, bo to temat na osobny tekst. Ostatnio słuchałem fajnego podcastu o krytycznym myśleniu i psychologii kognitywnej, gdzie autorzy przedstawili kilka sugestii jak planować naukę. Myślę, że wkrótce zrobię o tym osobny tekst. Poza tym moja lista zawiera:

  1. Przygotuj repertuar debiutowy i… zapomnij o nim 😉 – postawiłem na partię hiszpańską (Ruy Lopez) + partię szkocką + super-tajna broń, czyli partia angielska. Czarnymi tradycyjnie gram obronę sycylijską (ostatnio pod wpływem Caruany zacząłem eksperymentować z obroną rosyjską (ang. Petroff Defence), ale nie brałem tego pod uwagę na turniej). No i to by było na tyle, bo moi przeciwnicy robili wszytko, żebym nic z tego nie wykorzystał. Okazuje się, że w turnieju na poziomie V kategorii często zwyciężają szachy sytuacyjne, więc teoretycznie rozkminki możesz odłożyć prawdopodobnie na turniej o wyższym poziomie. Ofkonnors to wszystko nie znaczy, że nie masz przygotować repertuaru debiutowego, ale miej świadomość, że będzie dużo improwizacji.
  2. Regularnie ćwicz taktyki – w sumie to szachowe abecadło, ale przed turniejem warto więcej przerabiać materiału, a szczególnie przy prawdziwej szachownicy. Gdy siadasz to dechy to percepcja pola walki jest zupełnie inna, spoglądasz na szachownicę pod innym kątem niż na monitorze, wszystko nieco bardziej się zlewa i dlatego pewne motywy mogą być na początku mało widoczne lub w ogóle niewidoczne.
  3. Pograj przy prawdziwej szachownicy – podobnie jak wyżej. Jeśli uważasz, że to detal i nie odczujesz różnicy to możesz się nieco zdziwić. Granie przy drewnianej szachownicy pozwala Ci się oswoić z sytuacją, jeśli jeszcze do tego prowadzisz zapis to już zupełnie fantastycznie. Uwierz mi, jeśli trafiasz na nową sytuację to więcej uwagi musisz poświęcać na obce Ci procedury (notacja, czas, kontrola błędów własnych i przeciwnika) niż na ocenę pozycji na szachownicy, planowanie oraz liczenie wariantów. Jak taki uszczerbek może się skończyć możesz sobie sam wyobrazić.
  4. Dobrze się wyśpij – generalnie na kilka dni przed turniejem warto trochę wyluzować. Gdy grałem w futbol amerykański ostatni tydzień przed meczem był luźniejszy niż w innych okresach. Wychodząc na boisko lub siadając do szachownicy musisz czuć lekkość i radość z gry, a przetrenowanie temu nie pomaga. Koniecznie dzień, a nawet dwa przed zawodami dobrze się wyśpij – połóż się wcześniej, nie baw się telefonem przed snem, wycisz się.
  5. Przygotuj wałówkę i trochę cukrów – klarowne założenie – cały dzień grania, głowa pracuje na wysokich obrotach, potrzebujesz paliwa. Na takich turniejach nie ma kateringu, jeśli masz szczęście to trafisz na automat z batonami (czasem dobre i to). Poza tym trochę frykasów na słodko, które zapewnią Ci chwilowy strzał energetyczny, co może okazać się kluczowe pod koniec dnia.
  6. Sprawdź gdzie grasz i ubierz się stosownie – grałem na sali gimnastycznej, gdzie mimo odkręconych kaloryferów było zimo. Gdybym widział, że turniej odbywa się w takim lokum to zabrałbym dodatkową bluzę. Skończyło się na tym, że siedziałem od 4 partii w kurtce…
  7. Wyłącz telefon – jak idziesz do kina lub do teatru też wyłącz. To kwestia kultury. Poza tym dochodzi aspekt przepisów gry w szachy – telefon dzwoni i automatycznie przegrywasz partię.
  8. Poćwicz zapis partii i zabierz sprawdzony długopis – poćwicz, bo inaczej tak jak ja będzie Ci to kulało. Dziś niektóre zapiski są dla mnie nieczytelne lub błędne i nie mogę ustawić pozycji na szachownicy i sprawdzić gdzie popełniłem błędy. Szkoda, bo trochę ich zrobiłem i miałbym nad czym pracować.
  9. Poznaj swoich rywali (?) – jeśli są gdzieś notowani to warto wiedzieć kto, co i jak gra. Sun Tzu radził – poznaj siebie i poznaj swojego wroga. Wojnę wygrywa się zanim armie wkroczą na bitewne pola. Od razy ucinam tutaj patos – na turnieju dla zawodników bk i V kategorii raczej spotkasz absolutnych nowicjuszy bez znaczącego rekordu szachowego ergo analizy nie będzie. Cenna wskazówką może być jednak data urodzenia oraz fakt czy dana osoba przynależy do jakiegoś klubu szachowego. Tak czy inaczej warto pogrzebać trochę w sieci.
  10. Jeśli jesteś w moim wieku to poznaj podstawy psychologii – bo inaczej może być trauma. Oczywiście piszę to pół żartem, pół serio, ale na koniec turnieju miałem z tym mały problem. Graliśmy 6 rund, w 5 mierzyłem się z dzieciakami z roczników w przedziale 2007 – 2011. Raz tylko dostałem starego dziada w moim niemal wieku. Dzieciaki są super fajne, mocno się angażują, przeżywają każdy błąd, dobre zagranie, każdy sukces i tym bardziej porażkę. Pierwsze co mnie uderzyło to reakcja na mój widok przy szachownicy. Dosłownie odbierało im na kilka sekund mowę. Spodziewali się kogoś w swoim wieku, a dostają faceta, który mógłby być starszym bratem ich taty. Poza tym przebieg partii też jest nietypowy, bo, np. czasem zdarza się, że dziecko wykonuje ruch, a potem dostrzega, że właśnie głupio podstawiło bierkę. I patrzy na ciebie tym wzorkiem kota ze Shreka… Przecież nie powiesz mu, że nie może cofnąć ruchu, bo to zwyczajnie jest niehumanitarne (choć tutaj pewnie można toczyć spór na ile to jest wychowawcze, a raczej niewychowawcze). Na koniec największy problem, jeśli wygrasz to dzieci różnie reagują. Jedne są zakłopotane, inne się zastanawiają, w jednym przypadku był… płacz 😦 Dlatego z takim dzieckiem trzeba w moim odczuciu porozmawiać, pocieszyć (ale nie oszukiwać) i najlepiej zamienić też słowo z rodzicami, którzy również te przegrane partie przeżywają.

Miało być 10 punktów, zatem kończę. Przygotuję jeszcze jeden tekst o tym, czego możesz się spodziewać po grze dzieciaków (umownie niech to będzie 8-latek), ale to dopiero za chwilę. Na razie wyciszam emocje po moim pierwszym turnieju szachowym, który mimo wszytko był bardzo ciekawym doświadczeniem. Wynik sportowy był ważny, ale zdecydowanie nie najważniejszy. Na pewno nie byłem zadowolony z jakości swojej gry i wiem, że dużo pracy przede mną. I może o to spostrzeżenie w tym wszystkim chodziło najbardziej 🙂

Jeśli macie jakieś refleksje po waszych pierwszych turniejach szachowych lub w ogóle udziału w turniejach to zachęcam do dzielenia się spostrzeżeniami w komentarzach.

 

P.S. Jeśli faktycznie kogoś interesuje wynik sportowy to zrobiłem normę na IV kategorię.

 

 

Reklamy

4 comments

  1. Na samym początku nie ma co spodziewać sie cudów w debiutach itp.
    Trzeba liczyć na bardzo duzo improwizacji, a co za tym idzie dziwnych i skomplikowanych sytuacji.

    Najważniejsze to jednak być całkiem wyluzowanym i nie wątpić w swoje ruchy 😉

    Chętnie bym także z wami pograł 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s