Wojna maszyn i era postszachowa!

Już 13 listopada rozpoczynają się mistrzostwa w szachach szybkich. Rzecz o tyle ciekawa, że do batalii o globalną dominację stanie tylko i wyłącznie dziesięć silników szachowych, w tym tak niezwykle popularne jak StockFish, Komodo i Houdini. Choć idea rywalizacja maszyn nie jest nowa (w zasadzie to ma już swoje lata), to i tak zapowiada się nam ciekawe wydarzenie. Co więcej, powstaje pytanie co to wszystko dla nas – szachistów działających w oparciu o interfejs białkowy –  oznacza w praktyce?

Zmagania w ramach Chess.com Computer Chess Championship (CCCC) są organizowane przez popularny portal szachowy i co ważne – nie są to oficjalne mistrzostwa świata. To tylko i aż kolejne przedsięwzięcie marketingowe, które ma na celu popularyzację szachów poprzez wygenerowanie odrobiny pozytywnego szumu medialnego. Pomysł ciekawy, tym bardziej, że po drużynowych Mistrzostwach Europy kolejna duża impreza dopiero w grudniu, więc jest nieco przestrzeni na akcje promocyjne.  Oficjalne mistrzostwa świata programów komputerowych są organizowane przez odpowiednią federację i w tym przypadku jest to International Computer Games Association. Jest jednak jeden problem. Turnieje ICGA notują coraz mniejsze zainteresowanie ze strony twórców oprogramowania, zyskują natomiast prywatne inicjatywy takie jak CCCC. Powodem są restrykcyjne przepisy antyplagiatowe (na tym poległa słynna Rybka), a także, m.in. konieczność obecności programistów na miejscu wydarzenia. Takie wymogi znacząco podnoszą koszty, co nie każdemu musi odpowiadać.

Zanim przejdziemy jednak do tej ciekawszej części tekstu, gdzie poruszę tematy związane ze sztuczną inteligencją i pojedynkiem Kasparov – Deep Blue, pochylmy się jeszcze przez chwilę nad CCCC. Skrótowa nazwa wydarzenia brzmi zupełnie zwyczajnie i raczej nie wzbudza tsunami emocji, a wręcz przeciwnie budzi skojarzenia z przerośniętym sklepem z obuwiem.  Ale to detal, bo poza tym zapowiada się naprawdę fajny czas z szachami online. Zmagania odbędą się w dniach od 13 do 16 listopada, gdzieś na serwerach Amazon Web Services w Północnej Wirginii – takie czasy, że nie Moskwa, Londyn czy Monte Carlo, ale usługi cloudowe zlokalizowane pośrodku nigdzie. 

Całość zawodów będzie transmitowana w sieci, z dodatkiem fachowego komentarza eksperckiego oraz szczyptą ironii rzeszy jak zawsze kreatywnych internautów. Tak na marginesie, warto czasem poczytać niektóre wypowiedzi, można trafić na wiele ciekawych informacji o szachowo-technologicznym know-how  😉

Z kronikarskiego obowiązku powiązanego z nerwicą natręctw dodam jeszcze, że pierwsze mistrzostwa świata programów komputerowych zorganizowane zostały w… 1974 roku w Sztokholmie. Dokładnie w tym samym roku nagrodę Nobla w dziedzinie literatury otrzymał szwedzki dramaturg i malarz Harry Martinson – idę o zakład, że taka wiedza na pewno Wam się nie przyda, ale może być Waszą tajną bronią w sytuacjach krytycznych, np. gdy traficie przypadkiem na wieczór poetycki. Poza tym – pozostając jeszcze w  stylistyce hazardowej – jeśli lubicie odrobinę niepewności wynikającą z obstawiania, w sieci już są dostępne zakłady bukmacherskie na zwycięzcę CCCC. Aha, zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa i na bazie statystyki podpartej mafijną logiką, buk nigdy nie przegrywa, więc nie mówcie potem, że Was nie ostrzegałem 😉

Wracając do szachów komputerowych z okresu prehistorii digitalowej, pierwsze mistrzostwa wygrała radziecka Kaissa. Program – którego nazwa pochodzi od greckiej bogini szachów (ale gdzieś przeczytałem, że mityczna Kaissa to owoc fikcji literackiej; dla chętnych do sprawdzenia) – powstawał już w latach 60-tych XX wieku. Sukces Rosjan na pewno dodał motywacji zachodnim mega-mindom do pogłówkowania nad mocą obliczeniową swoich maszyn. Właśnie tak, do pewnego momentu kluczowa dla siły gry danego programu była moc obliczeniowa wynikająca z ilości tranzystorów, a później układów scalonych i procesorów. Wtedy jeszcze nie było mowy o sztucznej inteligencji przy szachownicy, choć na pewno byli już tacy, którzy wiedzieli co czeka nas w najbliższej przyszłości.

Deep Blue i Kasparov przekraczają Rubikon

10 lutego 1996 roku, Filadelfia. Garry Kasparov kontra 100 milionów analizowanych posunięć na sekundę. Dokładnie taki osiągi miał zapisane w specyfikacji Deep Blue. Ostatecznie na nic się to zdało. Rosyjski arcymistrz wygrał cały pojedynek 4-2, choć początek był typowy dla produkcji Hitchcooka – w pierwszej partii triumfował komputer, co wprawiło wielu obserwatorów w niemałe zdziwienie. Był to jednak pierwszy przypadek kiedy komputer pokonał aktualnego mistrza świata w partii klasycznej rozgrywanej wedle zasad turniejowych. To już nosiło znamiona małego przełomu, bo tym mistrzem był Kasparov, czyli Michael Jordan szachów, Leo Messi szachów lub Magda Gessler szachów – niepotrzebne skreślić 😉

Jednak dobre złego początki, a od drugiej partii było jednak już tylko gorzej. Kasaprov zwarł szeregi, a programiści IBM mogli tylko rwać włosy ze swoich zacnych głów i odliczać dni do rewanżu. Tak przy okazji nie martwcie się – Kasparov nie był pierwszym arcymistrzem, który przegrał oficjalny mecz z maszyną. Ubiegł go Duńczyk Bent Larsen, który w 1988 roku poległ w starciu z Deep Tought (protoplastą Deep Blue). Jeśli dodam, że w 1989 Kasparov pokonał Deep Tought dwa razy to pewnie wszyscy się już w tym pogubimy, więc tutaj zakończę wspominki.

Rewanż został zaplanowany na maj 1997 roku. Świat wstrzymał oddech, bo właśnie ważyły się losy globalnej dominacji istot, które ewoluowały od małp. Rzesze dziennikarzy przybyły do Nowego Jorku śledzić intelektualne zapasy skrzynki krzemu (tym razem uzbrojonej w analizę 200 milionów posunięć na sekundę)* z charakternie i bojowo nastawionym arcymistrzem**. Kasparov rozpoczął z wysokiego C, a w zasadzie od ataku królewsko-indyjskiego i pewnie wygrał w 45 posunięciach. Biali supremacjoniści z północy i południa odetchnęli z ulgą. Tylko, że najlepsze i najbardziej dramatyczne wydarzenia czekały na wszystkich tuż za rogiem.

Druga partia – hiszpańska, w wariancie obrony Smysłowa. Wygrał białymi Deep Blue, ale ostateczny atak przypuścił na konferencji prasowej Garry Kasparov oskarżając IBM o oszustwo. Konsternacja stała się udziałem wszystkich – od kibiców, przez szachowe środowiska po prezesów IBM. Obserwatorzy po latach zgodnie twierdzą, że to był punkt przełomowy pojedynku. Garry stracił rezon, a pewność, że intuicja szachowa jest po jego stronie… wyparowała jak kamfora. W kolejnych partiach zaczął grać asekuracyjnie, podświadomie bał się, że maszyna liczy warianty znacznie głębiej, a tym samym skuteczniej. Być może to był ten moment kiedy uświadomił sobie, że nie wyjdzie z tej rozgrywki cało.

Losy meczu zadecydowały się w ostatniej potyczce, przy wyniku 2.5 – 2.5. Kasparov skupiony do granic możliwości wybrał obronę Caro-Kann, ale Deep Blue odpowiedział bardzo odważnym poświęceniem skoczka. Zagranie rozsadziło obronę czarnych, a mistrz świata poddał partię przed 20 posunięciem. Zwycięstwo  maszyny stało się tematem numer jeden w światowych mediach, a intelektualiści i inżynierowie rozpoczęli dyskusje o przyszłości i roli maszyn w naszym życiu. Rubikon został przekroczony.

Szachy online i sztuczna inteligencja

Gdy po latach bitewny kurz opadał, a wraz z nim emocje, Kasparov przyznał, że przegrał uczciwie. Co prawa nie zamierza wysyłać – jak sam to określił „love letters” do IBM, ale perspektywa czasowa i analiza tamtych partii  pozwoliły mu spojrzeć na wydarzenia z Nowego Jorku z dystansem. W opinii byłego mistrza, aktualnie powszechnie dostępne programy szachowe mogłyby zupełnie łatwo poradzić sobie z Deep Blue. Nie jest gołosłowny, bo postęp jaki się dokonał w rozwoju technologii ma skalę wykładniczą i to, co dwie dekady temu pozostawało w sferze sci-fi teraz masz w swoim telefonie. Jeśli lubisz szachy online i miałeś do czynienia, np. ze StockFishem, to dobrze wiesz o czym mowa. Gra w szachy na smartofonie, w autobusie lub nawet metrze, nie stanowi już żadnego problemu.

W kontekście królewskiej gry zmieniała się także koncepcja działania silników szachowych – o ile dawne systemy działały w oparciu o, tzw. brute force, czyli potężne moce obliczeniowe analizujące wszystkie dostępne posunięcia, nowe modele coraz częściej bazują (lub próbują) na koncepcji machine learning. Program stara się zrozumieć pozycję i sprawdzać tylko posunięcia mające znaczenie w danym układzie na szachownicy. Brzmi nieprawdopodobnie, ale to już się wydarzyło! Na pewno słyszałeś o algorytmach AlphaGo oraz Giraffe. Ten pierwszy zebrał masę pozytywnych recenzji, których apogeum sięgnęło po pokonaniu 3:0 Ke Jie, chińskiego mistrza świata w grze Go, znacznie bardziej bogatej w dostępne warianty niż szachy.

Epoka post w szachach?

Na świecie są też sceptycy. Gdy Kasprov zażądał rewanżu, a IBM odmówił i rozebrał Deep Blue na części, ludzie zaczęli szeptać o spisku, o zwykłej sztuczce lub oszustwie z udziałem człowieka. Jak było, pewnie nigdy się nie dowiemy, ale liczy się to co nastąpiło później. Postęp technologiczny rozbroił większość wątpliwości – od powszechnej telefonii komórkowej, przez szerokopasmowy internet i fenomen mediów społecznościowych, po kult big data, data mining, internet rzeczy, wearables, chatboty, uczenie maszynowe i zaczyn AI. Współcześnie duże firmy chwalą się, że sztuczna inteligencja stoi tuż za drzwiami – podobnie jak akcjonariusze tych firm 😉 – ale czy faktycznie jesteśmy tak blisko od wynalezienia maszyn potrafiących samodzielnie myśleć, wnioskować i rzucać ciętymi ripostami niczym teściowa w trakcie niedzielnego obiadku?

Na pewno jesteśmy bliżej niż 20 lat temu, ale trzeba zachować umiar i nie popadać w hurra optymizm. Samojezdny pojazd – nawet jeśli jest to ciężarówka, to siłą rzeczy inna liga rozwiązań niż algorytm rozpoznający niuanse, kontekst, zdolny do kreatywnego rozwiązywania wyzwań (i wcale nie wymagamy by posługiwał się językiem naturalnym). Stop! Przecież to już też mamy – słynny IBM Watson Analytics potrafi przetwarzać język naturalny. Cuda? Więcej znajdziesz na stronie z informacjami prasowymi IBM. Asystenci głosowi Google i Amazona też to już potrafią, więc możemy zaryzykować, że usługa staje się zupełnie powszechna. Normalka 😉 ale mam intuicję, że docenienie tego osiągnięcia wymaga inżynierskiego wykształcenia i pewnie znajomości podstaw fizyki kwantowej lub innej nauki z pogranicza magii i alchemii.

Czy w szachach możemy mówić o swoistej epoce post? Myślę, że tak. Człowiek – nawet jeśli jest to Magnus Carlsen – nie jest w w stanie pokonać najlepszego silnika szachowego. Onegdaj przeczytałem, że najlepszy silnik gra z siłą ponad 3300 elo, genialny Norweg ma aktualnie nieco ponad 2820. Przepaść. Ale czy to koniec? Zależy jak na to spojrzeć. Jeśli dopuścimy do użytku idee transhumanizmu (H+) i założymy, że wszczepienie małego procesora w płat czołowy nie przekreśla człowieczeństwa, to możemy jeszcze podjąć walkę z maszynami. Aktualnie wszystkie silniki szachowe grają jednak w swojej lidze. Jej najbliższa odsłona już od 13 listopada.

Będzie się działo i na pewno warto śledzić te rozgrywki.

Post scriptum

Jeśli chcecie pogłębić swoje geekostwo to warto jeszcze poznać prawo Moore’a – jeśli nie kojarzycie to w skrócie brzmi ono tak – moc obliczeniowa komputerów podwaja się niemal w równych odcinkach czasu, czyli raz na ok. 2 lata. Od 1996 roku przyrost wygląda całkiem imponująco. Jeśli potrzebujecie dowodu warto zerknąć na cacka z Boston Dynamics:

* szacuje się, że Kasparov w trakcie 1 sekundy był w stanie rozważyć 5 ruchów

** mówiąc o silnym charakterze mam na myśli sytuację z brytyjskim arcymistrzem Nigelem Shortem. Kasparov, zapytany kto jego zdaniem wygra turniej pretendentów i zmierzy się z nim w 1993 roku w meczu o tytuł mistrzowski, odpowiedział „It will be Short and it will be short!”. Oczywiście miał rację.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s