Żarty na bok, wracam do studiowania!

Nastąpił przełom. Po przegranej w zeszłym tygodniu partii, w której fatalnie zignorowałem super-moc dwóch pionów przechodnich mojego rywala, postanowiłem sięgnąć po tradycyjne metody edukacyjne. Kupiłem 5 książek (słownie: pięć) o wiadomej tematyce. Na dobry początek!

Oczywiście to nie tak, że radośnie miotam bierkami po szachownicy – wyrosłem już z tego 😉 Staram się grać skupiony, bez banalnych podstawek i z planem (lepszym lub gorszym, ale jednak). Poza tym w minionym okresie zimowym obejrzałem sporo materiałów video przygotowanych przez Chess Club and Scholastic Center of Saint Louis. Dla jeszcze niewtajemniczonych to prawdopodobnie najbardziej profesjonalny klub szachowy na świecie, zasobny w pokaźną gotówkę i zatrudniający bardzo dobrych nauczycieli, takich jak, np. kontrowersyjny i mocno wygadany Ben Finegold.

Książki szachowe, które warto poznać

Oczywiście to nie wszystko. Poznałem też – ze względnym zrozumieniem – ok. 10 popularnych debiutów szachowych, żadne tam boczniaki, i zacząłem rozwiązywać sporo kombinacji. Nie powiem, efekty przyszły i w niecałe pół roku na Lichess ranking wzrósł o ponad 120 punktów (w okolice 1430).

Jednak nadal czegoś mi  brakuje – raz przeoczę oczywistą kombinację, kiedy indziej zmieszam się i wstrząsnę w debiucie lub nie dostrzegę ważnego aspektu strategicznego, który ostatecznie przesądza o wyniku.  I nadchodzi taki dzień, kiedy coś wewnętrznie pęka, bo mogłem zgarnąć pełną pulę, a kończę z poczuciem zaprzepaszczonej szansy. Rzeczona partia dała mi asumpt do działania.

Przejrzawszy internety znalazłem kilka pozycji, które mnie zaciekawiły. W ten oto sposób szybko i sprawnie nabyłem takie oto perełki:

  1. Aleksander Kotow „Myśl jak arcymistrz”
  2. Aleksander Kotow „Graj jak arcymistrz”
  3. Jacoob Aagaard „Agresywne szachy. Podręcznik walki”
  4. Jacoob Aagaard „Tajemnice gry pozycyjnej”
  5. Martin Weteschnik „Tajemnice taktyki szachowej”

Według znalezionych w sieci opinii, dochodzę do wniosku, że nabyłem niemalże klasykę szachowego know-how. Zwłaszcza pozycje Aleksandra Kotowa. Mam zatem dobry przyczółek do realizacji kolejnych celów w szachowym rozwoju. No właśnie, ale tutaj zaczyna się ostry podbieg.

Lepiej nie czytaj, zrób inaczej

Po rozpakowaniu przesyłki kurierskiej ucieszyłem się małe dziecko. Przejrzałem pobieżnie spisy treści, zapoznałem się z zakresem tematycznym i zaciągnąłem się przyjemnym zapachem farby drukarskiej. Taki rytuał, opium czytaczy.

Dalej z ciekawości zajrzałem do wstępu „Podręcznika walki” Jacooba Aagaarda. Trzy minuty później trochę się zmartwiłem. A dokładniej zafrasowały mnie dwa stwierdzenia:

  • Książka pożyteczna dla graczy z poziomu 1700 – 2400 pkt. rankingowych
  • Można przeczytać, ale poza satysfakcją nic z tego nie będzie. To trzeba studiować, kawałek po kawałku

Niby to wszystko oczywiste, ale jednak słowa od autora dają do myślenia. Bo po pierwsze nie mam nawet internetowego rankingu 1500 (a co dopiero FIDE). Druga sprawa – studiowanie wymaga czasu, atencji, refleksji i jeszcze raz czasu. I wtedy przypomniałem sobie moją ostatnią partię i te dwa przeklęte piony, które pogrążyły cały mój wcześniejszy wysiłek…

Potwierdzam. Wróciłem do studiowania. Nie wiem ile to potrwa i z jakim efektem, ale walczę. Oczywiście dam znać jak mi idzie, a ciekawsze koncepty przemycę na bloga. Trzymajcie kciuki, bo wszyscy na tym skorzystamy 🙂

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s